Żurawie i uprzemysłowienie budownictwa w Nowej Hucie

Od dziesiątków lat na wszystkich większych budowach stosowane są powszechnie wysokie, ażurowe, stalowe żurawie, służące do przemieszczania materiałów i montażu elementów budowlanych. Trudno dziś sobie nawet wyobrazić budowlany krajobraz bez tych strzelistych maszyn. W Nowej Hucie zastosowane one zostały po raz pierwszy w połowie 1953 roku, zmieniając w krótkim czasie metody i technologie na budowach tego nowego miasta. W ogóle realizacja pierwszych bloków mieszkalnych w Nowej Hucie rozpoczęła się w połowie 1949 roku. Ich ściany i mury nośne wznoszone były wyłącznie przy zastosowaniu cegły ceramicznej. Przy czym głównym dostawcą cegły na nowohuckie budowy był wówczas Wrocław, gdzie na wielką skalę zorganizowano rozbiórki, zniszczonych działaniami wojennymi, śródmiejskich dzielnic. Te dostawy trwały około 5 lat i posłużyły do budowy kilku wielkich osiedli mieszkaniowych w Nowej Hucie, a także Warszawy. Przez pierwsze trzy lata budowy Nowej Huty nie stosowano jeszcze prawie zupełnie cięższych maszyn budowlanych. Cegły i inne materiały budowlane dowożone były na place budów furmankami konnymi. Na budowach królował natomiast nieomal wyłącznie człowiek ze swymi manualnymi umiejętnościami. Np. cegły i pustaki przemieszczane były przy pomocy taczek i drewnianych nosiłek na plecach pomocników murarskich. Dopiero od połowy 1952 r. pokazały się pierwsze, różnej długości, przenośniki taśmowe, które znacznie usprawniły przemieszczanie materiałów w poziomie, a nawet zmyślnie poustawiane, podawały cegły, pustaki, beton i zaprawę murarską do wysokości II pietra. Natomiast transport pionowy na wyższe kondygnacje odbywał się nadal przy zastosowaniu drewnianych, kratownicowych dźwigów szybowych, zwanych "warszawskimi". Były one charakterystyczne przez wiele lat dla większości budów w całym kraju. Ceglane ściany i mury nośne na nowych osiedlach pożerały olbrzymie ilości cegieł i wymagały wielkich rzesz murarzy. To też na początku lat 50-tych powstały różne zespołowe metody murowania, jakie polegały na przydzielaniu doświadczonym murarzom po kilku przyuczonych pomocników. W Nowej Hucie najbardziej rozpowszechnionym systemem murarskim był system trójkowy. Jeden pomocnik łopatą nakładał zaprawę na murze, drugi podawał na mur cegły, zaś sam murarz przycinał i układał te cegły do pionu i poziomu, stosując odpowiednie wiązania. Oczywiście jeszcze inni pomocnicy dostarczali cegły przenośnikami bezpośrednio na stanowiska robocze i przygotowywali zaprawę wapienno-cementową w mieszarkach bębnowych. Natomiast wszystkie stropy w budynkach mieszkalnych na pierwszych osiedlach Nowej Huty wykonywane były jako żelbetowe, gęstożebrowe typu DMS. Składały się one z gotowych prefabrykowanych beleczek żelbetonowych, pomiędzy które wstawiało się duże żużlobetonowe pustaki, zaś całość zalewało betonem. Pozostałe elementy konstrukcyjne, to jest fundamenty, słupy, podciągi, balkony, klatki schodowe wykonywano jako żelbetowe w technologii monolitycznej. Te metody budownictwa były powszechnie stosowane w Nowej Hucie aż do 1954 roku, podobnie zresztą jak w całej Polsce. W szczególności do czasu rozpoczęcia realizacji centralnych osiedli nowohuckich, określanych w planach urbanistycznych jako osiedla A, B, C i D (z numerkami 31), a ogólnie jako Centrum. Do budowy tegoż Centrum przystąpiono z wielkim rozmachem na wiosnę 1953 roku. Z małymi odstępami w czasie rozpoczęto realizację wszystkich czterech bloków oznaczonych numerami 1, usytuowanych wokół przyszłego Placu Centralnego, oraz dwójki i trójki przy obecnej Alei Róż. Były to budynki 6-kondygnacyjne, a trójki miały nawet po 8 kondygnacji nadziemnych. Każdy z nich liczył po kilkadziesiąt tys. metrów sześciennych kubatury. Jako pierwsze rozpoczęto bloki nr 2 na os. B31 i C31. Właśnie na tych dużych, stumetrowej długości, blokach mieszkaniowych po raz pierwszy użyto dwu samojezdnych dźwigów masztowych produkcji radzieckiej typu SBK (sborno baszennyj kran), o udźwigu 30 tnm. Służyły one głównie do transportu pionowego materiałów budowlanych, które podawały wprost na stanowiska robocze na wznoszonych aktualnie kondygnacjach. Następne takie samojezdne dźwigi zainstalowane zostały kolejno przy wszystkich dalszych budynkach Centrum. Pracowały z reguły przez pełne dwie, a nawet niekiedy trzy zmiany. Po skończeniu stanów surowych przetaczane były przy pomocy piątego koła na następne bloki. To piąte koło, pozwalające na przejazd żurawia na poprzeczne torowisko, było bardzo cennym pomysłem racjonalizatorskim, wprowadzonym przez kilku pracowników nowohuckiego przedsiębiorstwa budowlanego, a stosowanym potem z powodzeniem w całej Polsce. Użycie ciężkich żurawi budowlanych stanowiło wielkie wyzwanie dla projektantów i wykonawców, zwłaszcza w zakresie technologii transportu materiałów oraz robót stanu surowego. Dla transportu materiałów do robót wykończeniowych bowiem nadal ustawiano od tyłu budynków tradycyjne drewniane windy warszawskie. Dotychczas cegły, pustaki i inne drobne materiały przemieszczano w małych ręcznych taczkach, zaś żuraw SBK mógł podnosić ciężary do 1,5 tony wagi. Rychło więc pojawiły się różne stalowe kontenery i palety na cegły i pustaki (często jako pomysły racjonalizatorskie), przenoszone z placu składowego lub wprost z samochodu na stanowiska robocze. Belki DMS i pręty zbrojarskie wiązano w pęczki, zaś beton i zaprawę murarską dostarczały dźwigi na poszczególne kondygnacje w specjalnych metalowych pojemnikach. Z możliwościami żurawi bardzo wyraźnie kontrastowały zwłaszcza metody wykonywania ścian ceglanych i stropów pustakowych DMS i Ackermana. Pojawiły się więc pomysły, aby filary i fragmenty ścian ceglanych murować na poziomie terenu i podnosić żurawiem duże gotowe bloki ścienne. Ten pomysł był wyraźnie anachroniczny, podobnie jak ongiś pierwsze samochody, którymi były właściwie dorożki konne, wyposażone tylko w silniki spalinowe. To też wszelkie pomysły w zakresie zmiany technologii ścian konstrukcyjnych "poszybowały" rychło w kierunku budownictwa wielkoblokowego, zaś później wielkopłytowego, z zastosowaniem żelazobetonu, jako tworzywa. Bardziej sensowny był pomysł wykonywania na przyziemnym poligonie płyt stropowych z pustaków Ackermana. Taki projekt szybko opracowany został w Miastoprojekcie-Kraków i natychmiast wprowadzony do realizacji już na pierwszych budynkach Centrum. Początkowo ackermanowskie płyty stropowe wykonywane były wprost na placu budowy budynków nr. 2 w zasięgu żurawi. Wkrótce jednakże utworzony został w Zakładach Żelbetowych w Łęgu specjalny poligon do ich seryjnej produkcji, skąd płyty dowożone były ciężkimi przyczepami-platformami. Rychło też na podobnej zasadzie zaczęto poligonową produkcję innych wielkogabarytowych żelbetowych elementów, jak podesty i biegi klatek schodowych, nadproża okienne i balkonowe, płyty dachowe, a nawet fundamenty. W ten sposób w ciągu niespełna roku,, jakby wymuszony przez zastosowanie ciężkich żurawi, wprowadzony został na budowach nowohuckich tak zwany pierwszy stopień uprzemysłowienia budownictwa. Polegał on, najogólniej mówiąc, na prefabrykacji wszystkich możliwych poziomych elementów budowli, a więc: stropów, klatek schodowych, dachów itp. Natomiast przy wykonywaniu ścian nadal korzystano z cegły, lub bloczków gazobetonowych. Produkcję tych ostatnich podjęto właśnie wówczas na szwedzkiej licencji w pobliskiej Skawinie. Lecz już od 1955 r., wobec nieustannego wzrostu zadań inwestycyjnych, ujawniły się w skali całego kraju duże trudności w zaopatrzeniu budownictwa w cegłę ceramiczną i zapewnieniu niezbędnej rzeszy murarzy. Dla Nowej Huty skończyły się już dostawy rozbiórkowej cegły z Wrocławia, zaś nowo wybudowana w 1952 r. ogromna cegielnia w pobliskich Zesławicach też nie zabezpieczała rosnącego wciąż zapotrzebowania. Zaczynało również brakować chętnych do trudnego zawodu murarza. To też w różnych ośrodkach kraju, głównie w Warszawie, a także na znacznie mniejszą skalę w Nowej Hucie, zaczęły się eksperymenty w zakresie zmiany pracochłonnych technologii murarskich ścian, dotąd stosowanych, na metody uprzemysłowionej produkcji budowlanej. Polegały one na wprowadzaniu dużych prefabrykowanych elementów ściennych o ciężarze zbliżonym do możliwości udźwigu stosowanych żurawi. Te prefabrykaty ścienne wykonywane były seryjnie na specjalnie zaprojektowanych poligonach, lub w zamkniętych zakładach, przy zastosowaniu odpowiedniej mechanizacji produkcji. Oczywiście głównym ich tworzywem stał się beton żwirowy, również żużlobeton i gazobeton. Tak narodził się tzw. drugi stopień uprzemysłowienia budownictwa, skrótowo zwany budownictwem wielkoblokowym, gdy obok elementów poziomych budowli, również wszystkie ściany nośne i stężające były montowane z elementów wielkogabarytowych. Okres przejściowy, związany z częściowym, czyli pierwszym stopniem uprzemysłowienia, trwał do końca lat 50., natomiast technologie budownictwa wielkoblokowego zapanowały na dobre, prawie powszechnie, na większych placach budów w kraju, w latach sześćdziesiątych. W Krakowie ostatecznie wprowadzono system budownictwa wielkoblokowego typu "Żerań". Po raz pierwszy zastosowany w Warszawie na Żeraniu, prezentował wiele walorów i górował nad innymi systemami prostotą i znzczną mechanizacją produkcji elementów oraz stosunkowo oszczędnym zużyciem betonu. Na system składały się bloki stropowe i ścienne o grubości 24 cm i szerokościach modularnych 90, 120 i 150 cm. Wszystkie te prefabrykaty miały regularne wzdłużne otwory o średnicy 19 cm. Produkcja tych elementów dla Krakowa uruchomiona została na dużą skalę w nowych Zakładach Prefabrykacji Żelbetowych w Łęgu-Czyżynach oraz na poligonach przedsiębiorstw wykonawczych. Faktycznie przez sukcesywne wprowadzenie budownictwa wielkoblokowego w Nowej Hucie uzyskaliśmy znaczne skrócenie cyklów inwestycyjnych, zmniejszenie pracochłonności robót, mniejsze zużycie materiałów i obniżenie kosztów budowy. Budynki mieszkalne szybciej realizowano, bo montowano duże elementy i nie było przestojów technologicznych, związanych z procesami mokrymi. Na przykład w 1955 r. na os. A11 wybudowano doświadczalny budynek mieszkalny 4-kondygnacyjny w ciągu jednego miesiąca. Przyspieszone zostało też tempo budowy obiektów niemieszkalnych, gdyż stosowany asortyment elementów wielkoblokowych pozwalał na budowę w tej technologii również szkół, przedszkoli i wszelkich innych obiektów użyteczności publicznej. Mniejsza była pracochłonność, gdyż ludne brygady murarskie zastąpione zostały na budowach przez nielicznych montażystów. Mniejsze zużycie materiałów nastąpiło ze względu na produkcję seryjną elementów i braku marnotrawstwa cegły, żwiru i cementu na placach budów. Mniejsze koszty wynikały zaś ze wszystkich tych przytoczonych przyczyn. Od 1957 roku, gdy nowohuckie przedsiębiorstwo PBM NH weszło na place budów starych dzielnic Krakowa - wszystkie liczne, nowe osiedla już w całym mieście realizowane były w technologiach uprzemysłowionych i przy zastosowaniu wielkich żurawi budowlanych. W pierwszej kolejności pojawiły się one na budowach osiedla 18-Stycznia, skracając tam czas realizacji kilkuklatkowych pięciokondygnacyjnych budynków mieszkalnych do 6-10 miesięcy. A więc tempo i rozmach budowlany stały się odtąd udziałem całego Krakowa. Lecz w skali całego kraju, wobec nieustannego wzrostu inwestycji budowlanych, zaczęły się już w ostatnich latach pięćdziesiątych prace projektowe i eksperymenty, dotyczące wprowadzenia trzeciej fazy budownictwa uprzemysłowionego. Miało to być budownictwo wielkopłytowe, polegające na produkcji i montażu elementów płytowych o wielkości całej ściany czy stropu pomieszczenia. W nim upatrywano jedyną szansę na dalsze zwiększenie planów budownictwa mieszkaniowego w Polsce, zgodnie ze wskaźnikami przyjmowanymi dla kolejnych planów 5-letnich. Faktycznie rozwój budownictwa mieszkaniowego był w tamtych czasach bardzo szybki i w latach 1955 - 60 - 65 oddano do użytku w Polsce 89,0 - 142,1 - 170,0 tysięcy nowych mieszkań. Wdrożenie III stopnia uprzemysłowienia było znacznie bardziej skomplikowane niż poprzednie fazy uprzemysłowienia. Punkt ciężkości przesuwał się też wyraźnie ze spraw projektowych na problemy infrastruktury technicznej, niezbędnej do realizacji tego budownictwa. Trzeba było mianowicie wpierw wybudować skomplikowane i kosztowne wytwórnie płyt, tak zwane fabryki domów. O tańszej poligonowej produkcji płyt wielkowymiarowych trudno było marzyć wobec ich skomplikowania, wielowarstwowej budowy itd. Zwłaszcza, że jedynie sensowną była produkcja płyt w pionowych formach bateryjnych, a takie w warunkach otwartych, polowych poligonów trudno byłoby zastosować. Na masowe budownictwo wielkopłytowe trzeba było więc jeszcze poczekać, i to w skali całej Polski, około 10 lat. Dopiero w latach 70. przystąpiono do prawie seryjnej budowy skomplikowanych wielkich fabryk domów, produkujących na dużą skalę elementy wielkopłytowe dla budownictwa mieszkaniowego. Wybudowano wtedy w kraju w ciągu kilkunastu lat ponad 160 takich fabryk domów. Faktycznie dopiero wówczas możliwe było zdecydowane zwiększenie budownictwa mieszkaniowego w Polsce do prawie 300 tys. mieszkań rocznie. Po 1989 roku, już w nowej konstelacji ustrojowej, technologie budownictwa wielkopłytowego zostały niemal całkowicie zarzucone, zaś prawie wszystkie fabryki domów zbankrutowały. Po prostu okazały się one niepotrzebne w sytuacji wycofania się państwa z działalności inwestycyjnej i z utopijnego obowiązku zapewnienia przez państwo mieszkań wszystkim obywatelom. W rezultacie w ciągu krótkiego czasu możliwości realizacyjne polskiego przemysłu budowlanego na dziesiątki lat ograniczone zostały z powrotem do poziomu osiągniętego już w drugiej połowie lat pięćdziesiątych. Konsekwentnie zlikwidowano też wszelkie państwowe biura projektowe, kombinaty budowlane i dyrekcje inwestycji miejskich. Lecz żurawie budowlane pozostały, krasząc nadal wszystkie większe place budów w Polsce. W mniejszym stopniu służą do montażu budynków, ale ze swych funkcji przemieszczania i transportu materiałów budowlanych wywiązują się znakomicie. Nie są to oczywiście te same żurawie, jakie w 1954 roku objawiły się po raz pierwszy w Nowej Hucie. Jeszcze w latach pięćdziesiątych podjęta została w Polsce własna, krajowa produkcja tych wielkich dźwigów. Wpierw oparta faktycznie o licencyjny SBK, lecz po niedługim czasie mieliśmy też własne, większe, masowo produkowane, samojezdne dźwigi montażowe o nośności 45 tnm. Zawojowały one całą Polskę na około 20 lat. Natomiast obecnie funkcjonuje cała rodzina żurawi, produkcji krajowej i zagranicznej, również znacznie większych o nośności 75 tnm, dodatkowo wspomaganych przez wielkie, teleskopowe dźwigi samochodowe. Zurawie2.jpg (34547 octets) Dwa pierwsze żurawie w 1953 r. w Nowej Hucie ZurawieNH.jpg (67561 octets) Krajobraz Nowej Huty z żurawiami w 1955 r.